poniedziałek, 27 maja 2013

At times reality continues to ruin my life...


“I’ve got it all, but I feel so deprived
I go up I come down
and I’m emptier inside
Tell me what is this thing that I feel like I’m missing
and why can’t I let it go…
There’s gotta be more to life…
Than chasing down every temporary high
to satisfy me
Well it’s life, but I’m sure there’s gotta be more…”

Mówią, że czas to pieniądz.
Ja powiedziałabym, że czas to jedna z walut tego świata jaką na pieniądze możemy wymieniać.
i że ‘zwykły szary człowiek’ może mieć albo jedno albo drugie.
Aby przetrwać potrzebujemy tego drugiego..
Aby poczuć, że się żyje niezbędne jest to pierwsze..
Aby żyć bez obaw o przetrwanie – niestety obydwu..
Sensem bycia wręcz staje się to, że szukamy latami przepisu na zgotowanie tej ostatniej - z powyższego spisu potraw życia. Lecz jak bardzo czasem męczą, pozbawiają motywacji, uśmiechu, takie bezustanne poszukiwania.

W tegorocznym sezonie wiosenno-letnim pojęłam coś pięknego – bez względu na to kim jesteśmy, co robimy, jak wygląda nasze życie możemy sobie podarować chwile prawdziwego szczęścia. Zupełnie za darmo.. :)
Wracając po pracy do domu – ponieważ mam niedaleko – mogę sobie pozwolić na spacerek. I wtedy to dzieje się ta chwila, gdy maszeruję opływając złotem promieni chylącego się ku zachodowi słońca – wśród leniwie popołudniowo zwalniającej ludności. I w tym właśnie momencie czuję się jak najbogatszy człowiek na świecie... :) W tej jednej chwili pozwalam sobie nie myśleć, nie planować - po prostu cieszyć się tym co jest, być wdzięczną.. Jakże prawdziwe i cenne to wszystko wtedy…