środa, 10 września 2014

Nice life...

Miłość to nie tylko "Kocham Cię"
ale także
"słucham", "szanuję","zaufaj mi"...


A więc to już miesiąc minął... od tego chabrowego ostatniego dnia mego stanu panieńskiego . Choć, przyznam szczerze, że czas ten sprawia jednak wrażenie bardziej obszernego czasokresu. Być może spowodował to fakt, że nie narzekałam na nudę, bo właśnie wręcz przeciwnie. Tyle się zdążyło już wydarzyć w tym naszym wspólnym 'nowym życiu'.
Czeka nas niebawem czas rozłąki, z jaką wcześniej nie mieliśmy do czynienia, potem przeprowadzka do innego miasta i zmiana, w świecie jaki był nam znany, praktycznie wszystkiego. Miejmy nadzieje, że tylko nie znowu stanu cywilnego ;) Ale  może dzisiaj nie o tym. 

Wciąż jeszcze jestem na etapie, że wszyscy po kolei zadają mi jedno zasadnicze pytanie... I jak się teraz czujesz, żono młoda? hhmmm, no i jakaż jest prawidłowa odpowiedź na tak postawione pytanie? Więc myślę sobie - czy coś się u mnie właściwie zmieniło, czy w tych kilka dni z GiePeeSem na palcu przeszłam jakąś wielką przemianę, a może w jedną noc jak a dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeobraziłam się z kaczątka w łabędzia... ;)
Więc cóż ja na to? "A wiesz, zupełnie jak ja, się czuję... nooo może trochę nawet bardziej."

Ale tak już bardziej serio, moi mili, jest coś takiego (przynajmniej u mnie) że z okazji tych ważnych, wyjątkowych w życiu wydarzeń nawiedza człowieka jakaś taka samowolna, nieokreślona jasność umysłu, wielorakość przemyśleń, eksplozja zrozumienia dla dawnych zaszłości itp.. No i tak sobie myślę, że było mi to potrzebne.
Mimo, iż osobiście nigdy nie planowałam zamążpójścia - samo się ;) Nie marzyłam o tym nigdy, nie myślałam, nie planowałam. Nic. Naprawdę, jakoś tak, kurcze, samo się... i jest... i dobrze mi z tym.

No i potrzeba było mi chyba tego właśnie uczucia przebudzenia, które pojawiło się 'przy okazji', bo czuję, że będzie miało ogromny wpływ na to jak to dalej będzie. A jak będzie - pożyjemy, zobaczymy :)

Tymczasem...

<3